Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Marigolden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Marigolden. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lutego 2012

Haruki Murakami, „Sputnik Sweetheart”


Kolejny Murakami, kolejna oniryczna opowieść. Oniryczna szeroko, bo to i senna pod względem nastroju, i osobliwa pod względem intrygi – rozedrgana tymi dziwacznymi dysonansami, które tylko w snach mają sens, i jak sen wieloznaczna.

Całość tutaj.

P.S. Przeczytałam tę książkę jeszcze w zeszłym roku, co nie zmienia faktu, że nie śpieszyłam się z wyzwaniem, bo wydawało mi się, że jest bezterminowe. Zdaje się jednak, że miało trwać tylko do grudnia - jeśli tak, to w 2011 udało mi się przeczytać zaledwie 2 utwory Murakamiego.

piątek, 11 lutego 2011

Haruki Murakami, „Tony Takitani”


Cały Murakami: hipnotyzująca atmosfera, garść intrygujących myśli i w końcu lekkie rozczarowanie, bo miało być tak pięknie, a było pięknie, ale nie tak. „Tony Takitani” to krótkie opowiadanko, w którym Haruki Murakami wygrywa zestaw ulubionych motywów: zdystansowany do świata samotnik z wolnym zawodem i wielkim członkiem traci bliską osobę.

Całość tutaj.

„Wszystkie boże dzieci tańczą”, reż. Robert Logevall


Robert Logevall stworzył śliczną, nastrojową i, o ile dobrze pamiętam pierwowzór (ale mogę pamiętać nienajlepiej), dość swobodną fabularnie adaptację opowiadania Murakamiego pod tym samym tytułem. Udane przeniesienie na ekran, charakterystycznej dla Murakamiego, po zachodniemu oswojonej orientalności. Bohater nie jest tu aż tak zagubiony jak w literackim oryginale, więcej się dzieje, a rzeczywistość jest bardziej dookreślona, ale całość przebiega w zgodzie z duchem opowiadania.

Pomyślałam, że warto uzupełnić lektury o adaptacje filmowe. Co Wy na to?

Całość tutaj.

niedziela, 23 stycznia 2011

Na początek

Murakamiego znam z trzech książek, które zresztą omówiłam kiedyś tutaj:

„Po zmierzchu”
„Przygoda z owcą”
„Wszystkie boże dzieci tańczą”

Lubię go, ale bez nadmiernych zachwytów. Od kilku lat obiecuję sobie, że przeczytam wreszcie kontynuację „Przygody z owcą”, czyli „Tańcz, tańcz, tańcz”, i to jest mój plan minimum. A co potem, to się okaże. :)