wtorek, 24 kwietnia 2012

"1Q84" (tom 3.) H. Murakami


Dwa pierwsze tomy trylogii „1Q84” Murakamiego bardzo mi się podobały, dlatego tym trudniej jest mi pogodzić się z moimi odczuciami po przeczytaniu ostatniej, trzeciej części. Nie czytałam recenzji innych osób, ale podejrzewam, że są pozytywne, a jedynie ja nie odczułam przyjemności w czytaniu tej książki. Miałam wrażenie, że ostatnia część była na siłę przedłużana, większość momentów autor pokazywał z trzech różnych perspektyw, dając nam pełniejszy, choć często uzupełniony o niepotrzebne elementy obraz sytuacji. Historię z trzeciego tomu można by było zmieścić w połowie obecnej objętości książki.

Jeżeli chodzi o treść to autor w dalszym ciągu rozwija rozpoczęty wcześniej wątek Tengo i Aomame oraz historię Eriko Fukady, Little People i sekty Sakigake. Nie będę przybliżać tu różnych faktów, by nie psuć przyjemności z czytania osobom dopiero zaczynającym przygodę z tą trylogią.
Całość recenzji TUTAJ.

środa, 1 lutego 2012

Haruki Murakami, „Sputnik Sweetheart”


Kolejny Murakami, kolejna oniryczna opowieść. Oniryczna szeroko, bo to i senna pod względem nastroju, i osobliwa pod względem intrygi – rozedrgana tymi dziwacznymi dysonansami, które tylko w snach mają sens, i jak sen wieloznaczna.

Całość tutaj.

P.S. Przeczytałam tę książkę jeszcze w zeszłym roku, co nie zmienia faktu, że nie śpieszyłam się z wyzwaniem, bo wydawało mi się, że jest bezterminowe. Zdaje się jednak, że miało trwać tylko do grudnia - jeśli tak, to w 2011 udało mi się przeczytać zaledwie 2 utwory Murakamiego.

niedziela, 29 stycznia 2012

"1Q84" Tom 3





Długo czytałam ostatni tom trylogii Murakamiego. Przez pierwsze sto stron usiłowałam sobie przypomnieć szczegóły wydarzeń z tomu poprzedniego, co bardzo wybijało mnie z rytmu. Nigdy nie przepadałam za rozbijaniem powieści na tomy, teraz już wiem, że tego nie znoszę i w przyszłości będę czekała do wydania ostatniego tomu i czytała hurtem. 


MOje dalsze wrażenia tutaj

niedziela, 13 listopada 2011

"Przygoda z owcą"


Przedziwna historia bohatera powieści toczy się wokół niezwykle tajemniczej owcy… Po otrzymaniu zdjęcia owiec od swego dawnego przyjaciela okazuje się, że jedna z nich nie powinna istnieć – że takiej owcy wśród wszystkich gatunków nie ma. A jednak…
Bohater pozostawiając za sobą nudne, monotonne życie, wyrusza na niezwykłą wyprawę wraz ze swą przeciętną z wyglądu przyjaciółką – przeciętną do momentu odsłonięcia uszu. Wtedy bowiem zmienia się ona w piękną, niepowtarzalną istotę…

Spotkanie z tajemniczym osobnikiem w czarnym garniturze, następnie pobyt w hotelu ”Pod Delfinem” i poznanie Owczego Profesora, który snuje przed bohaterami historię, w którą trudno uwierzyć, prowadzi do kolejnej podróży – na daleką farmę w wysokich górach, gdzie kiedyś pojawiła się owca z plamą w kształcie gwiazdy. To za nią podążają bohaterowie powieści.

Najpierw zatrzymują się w małym mieście położonym u podnóża góry – mieście Dwanaście Wodospadów. Następnie udają się na farmę. Po nagłym odejściu dziewczyny, główny bohater zostaje sam – spotyka wtedy Człowieka-Owcę i poszukiwanego przyjaciela Szczura, który opowiada mu historię swego życia i … śmierci.

Książka „Przygoda z owcą” jest magiczna – nie skomplikowana, ale zaskakująca i pełna nieprawdopodobnych zdarzeń. Jednak i bohaterowie, i miejsca opisywane idealnie do siebie pasują – wszystko to jest niemożliwe, ale w tym świecie powieści „zupełnie normalne”. Trudno określić słowami, trzeba po prostu w ten świat „wejść”, nie wiem – poddać się Murakamiemu, zatopić w tej historii przedziwnej i odpocząć od wszystkiego przy lekturze jego powieści.

Bardzo, bardzo mi się to podoba – ucieczka od codzienności i poszukiwanie… poszukiwanie wszystkiego, bo „prawdziwe życie polega na ciągłym poszukiwaniu”.

Albo:

„Żyjesz tylko połową siebie… a druga połowa leży gdzieś bezczynnie”.

Drogi Panie Murakami – dziękuję Ci za te chwile wytchnienia… Niech sobie są dziwni ludzie w dziwnych hotelach, miastach i farmach – zawsze będę do nich wracała. I chociaż ja już dawno przestałam szukać, to wiem, że warto to robić…

Beatrix

piątek, 11 listopada 2011

"1Q84 Tom 2" Haruki Murakami


Kilka dni temu skończyłam czytać drugi tom "1Q84". Muszę przyznać, że sięgnęłam po niego z wahaniem, bo pierwsza część tej powieści mnie nie zachwyciła, a wręcz rozczarowała.
Drugi tom zainteresował mnie dużo bardziej, mogę nawet powiedzieć, że z ciekawością śledziłam losy Tengo i Aomame ale, no właśnie, mam kilka "ale".

Dalszy ciąg na moim blogu.

"Kafka na plaży" Haruki Murakami



Zmęczyłam, ehem, przeczytałam tę opasłą książkę i zastanawiam się  jak ująć moje przemyślenia w słowa. Nadal (tak jak po przeczytaniu dwóch pierwszych tomów "1Q84") nie potrafię sobie przypomnieć co fascynowało mnie w prozie Murakamiego, gdy rozpoczęłam moją czytelniczą przygodę z jego książkami. Podejrzewam, że przeczytane wtedy powieści były bardziej realistyczne. W "Kafce nad morzem" realizm wprawdzie jest, ale do pewnego czasu - Murakami wplata wiele wątków fantastycznych, które mnie zupełnie nie przekonały. Najpewniej przyczyna tego stanu leży w mojej ogólnej niechęci do nadmiernych fantazji autorów (choć fantasy lubię) i w nieukrywanym zachwycie nie tylko nad realizmem, a nad naturalizmem. Mimo to książkę przeczytałam, bo nie czyta się jej źle. Gładkie, rzutkie zdania Murakamiego potrafią przykuć czytelnika, a wartka akcja dopełniła zadania.

Dalszy ciąg na moim blogu.

środa, 2 listopada 2011

Takie książki zmieniają świat...

Od paru godzin czuję pod mostkiem dziwny ucisk. Coś zapiera mi dech, wywołuje niepokój i dreszcze. Moje myśli galopują, serce drży, dłonie nie potrafią zastygnąć w bezruchu. Kolejny raz po obcowaniu z Murakamim dzieje się ze mną coś niebezpiecznie fascynującego. Z głośników sączy się Sinfonietta Janáčka, przytłaczając i czyniąc atmosferę jeszcze bardziej niepokojącą. A ja rozglądam się nerwowo wokół, szukając Little People, powietrznej poczwarki i dwóch księżyców, górujących na niebie. Zalewa mnie fala emocji - mam ochotę płakać, śmiać się, zagryzać paznokcie ze zdenerwowania. Wszystko przez tego Japończyka. Jego umysł przeraża mnie i zniewala.

Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam tutaj.

Wszystkie boże dzieci tańczą

Murakami czuje się świetnie również w zwartej oszczędnej i precyzyjnej formie krótkiego opowiadania. Kilkoma słowami zarysowuje wyraziste, sugestywne światy, a każda z historii jest przekonująca, pełna i satysfakcjonująca. Każdy z bohaterów odbywa jakąś podróż - czy to w rzeczywistym, geograficznym, czy jedynie wewnętrznym, duchowym wymiarze - do której bodźcem staje się tytułowe trzęsienie ziemi; każdy z nich odkrywa w sobie jakąś tajemnicę, którą próbuje przeniknąć albo po prostu pogodzić się z jej istnieniem; każdy ma jakąś obsesję, która zatruwa mu życie; każdy jest uwikłany bądź dopiero się wikła w skomplikowane relacje z innymi ludźmi, poprzez które następuje niejako wzajemna wymiana sekretnych duchowych labiryntów. Nieposkromiona wyobraźnia Murakamiego raz po raz rozsadza ramy realności, przenosząc czytelnika to w świat snów, to marzeń, to czystej surrealnej fantazji. 


"Wszystkie boże dzieci tańczą" to zbiór sześciu opowiadań (UFO ląduje w Kushiro, Krajobraz z żelazkiem, Wszystkie boże dzieci tańczą, Tajlandia, Pan żaba ratuje Tokio, Ciastka z miodem). Nie przepadam za  formą opowiadań, ale dla Murakamiego, którego bardzo lubię, zrobiłam wyjątek.
Wszystkie opowiadania łączy jeden motyw, trzęsienie ziemi w Kobe. Tak jak w powieściach Murakamiego, również w tych opowiadaniach świat realny splata się płynnie z sennymi marzeniami, fikcją, wyobraźnią. W pewnym momencie nie wiemy, co jest rzeczywistością, a co dzieje się tylko w myślach. Każdy z bohaterów ma pewną tajemnicę, powoli i stopniowo odkrywaną. Murakami umie budować napięcie, choć narracja toczy się wolno. Każdy z bohaterów ma swoje pragnienia, niepokoje, lęki, każdy poszukuje sensu, odbywa wędrówkę w poszukiwaniu własnej drogi życia.

Czasem czytając Murakamiego ciśnie mi się na usta "ale to juz było!". Rzeczywiście można zarzucić, że wszystko co pisze ten autor, jest do siebie podobne, jakby pisał według schematu. Zawsze pojawia się dużo symboli, oniryzm, opis codziennych czynności niekiedy tak dokładny, że dla niektórych wręcz denerwujący, samotność bohaterów, poszukiwanie. Ale mam wrażenie, że to jest tylko powierzchowne, a za tym wszystkim kryje się coś głębszego, ukryte prawdy, które każdy musi znaleźć sam. I to sprawia, że proza tego japońskiego pisarza jest tak intrygująca i magiczna. Przynajmniej dla mnie. Za każdym razem, gdy sięgam po jego książki wiem, że nie będzie to czas stracony.


Tekst również na moim blogu Zapiski bursztynowej

poniedziałek, 3 października 2011

"1Q84" - Haruki Murakami - Tom 1.

"Czas może się posuwać, przybierając nieregularne kształty. Sam w sobie jest z natury równomierny, ale kiedy zostaje zużyty, zmienia się w coś nieregularnego."
1q84 to kolejne zetknięcie się z tym bardzo popularnym japońskim pisarzem.
Muszę przyznać, że Haruki Murakami znowu mnie uwiódł swoją wyobraźnią, literackim mieszaniem się światów - tego rzeczywistego i tego w wymiarze "question mark".
1q84 czytałam, a właściwie chłonęłam każdą stornicę, za stronicą, na oślep, zachłannie. Ani się obejrzałam, a pierwsza część opowieści o Tengo i Aomame już się skończyła. Drugi tom już jest na półce i czeka tylko na odpowiedni moment, a trzeci będzie pod koniec 2011 roku. Ale do rzeczy.
1q84, to opowieść o dwóch uzupełniających się nawzajem postaciach - mężczyźnie - Tengo i kobiecie - Aomame. Łączy ich jedno - znali się w dzieciństwie, jednak były to relacje bardzo mgliste.
Aomame na co dzień instruktorka sztuk walki, a po godzinach perfekcyjna morderczyni, która zabija mężczyzn, których "trzeba zlikwidować" za nieludzki stosunek do kobiet. Tengo natomiast, to misiowaty nauczyciel matematyki a także początkujący pisarz.
Fabuła jest wielowątkowa. Poznajemy Aomame, kiedy to jedzie "niecodzienną" taksówką na ważne spotkanie i stoi w korku na autostradzie, który powoduje, że kobieta wysiada z taksówki i schodzi schodami przeciwpożarowymi z autostrady, aby nie spóźnić się na owe spotkanie... Zejście z tych schodów powoduje, że zaczynają się nakładać na siebie dwie różne płaszczyzny - wymiar rzeczywisty i świat roku 1q84, jednak "rzeczywistość jest tylko jedna". Aomame początkowo nie zdaje sobie z niczego sprawy.
Tengo natomiast prowadzi kursy przygotowawcze na studia dla młodzieży licealnej a po godzinach pisze powieści, których jeszcze nie wydał w formie papierowej.
Nie zamierzam tu streszczać fabuły, aby nie pozbawić potencjalnego Czytelnika uroku czytania tej dwuwymiarowej powieści, z resztą Murakami świetnie potrafi opowiedzieć jakąś historię, używając swojej "kuszącej wyobraźni", która powoduje, że jest dla mnie przynajmniej, bardzo dobrym powieściopisarzem.
1q84 nawiązuje częściowo do powieści Orwella i jego Roku 1984, jednak sprowadza się to w pierwszym tomie do tego, że został przelotnie wspomniany (a jednocześnie zastąpiony czymś nowym) Big Brother, bohaterowie rozmawiają o powieści Orwella – wyjaśnione zostaje jej główne przesłanie; pojawia się też tajemnicza sekta, która, wedle skąpych informacji dostępnych na jej temat, jest organizacją o strukturze podobnej do orwellowskiej Oceanii. W pierwszym tomie duch Orwella jest dość słaby, jednak w kolejnych, z tego co mi wiadomo, w miarę jak będziemy dowiadywać się więcej o Sakigake i Little People i Liderze, będzie się zapewne umacniał, w co mocno wierzę.
Do wydarzeń zawartych w pierwszym tomie dodana zostaje pewna nutka surrealizmu, tak bardzo charakterystycznego dla powieściopisarstwa Japończyka. Tak, czy inaczej, nie zmienia to faktu, że Murakamiego czyta się jednym tchem. Ciekawa jestem bardzo kolejnych tomów 1q84 i mam nadzieję, że się nie rozaczruję, chociaż muszę przyznać, że tom pierwszy wydaje się być jedynie prologiem, do rozwoju sytuacji w pozostałych tomach. Mam nadzieję, że to niepogodzenie z zakończeniem się pierwszego tomu, trochę się uspokoi po przeczytaniu drugiego i trzeciego tomu. Dowiem się naprawdę więcej o Sakigake, Little People, Powietrznej Poczwarce, czy o Liderze sekty, który ma być zlikwidowany przez Aomame.
Wreszcie dowiem się, z nadzieją, co się stało z Fukaeri, siedemnastoletnią pięknością, małomówną, która zbiegła z Sakigake. No i czy w ogóle Aomame i Tengo się kiedykolwiek po latach spotkają...
Ech, tyle pytań... Ale przyjemność trzeba sobie dawkować, więc drugiego tomu jeszcze nie będę czytała. Teraz czas na coś całkowicie innego... A do świata "dwóch księżyców" powrócę za jakiś czas. :)


"Jestem tu, a jednocześnie mnie nie ma. Jestem jednocześnie w dwóch miejscach. To przeczy teorii Einsteina, ale nie ma rady."

środa, 28 września 2011

"Ślepa wierzba i śpiąca kobieta"


Przez pierwsze sto pięćdziesiąt stron zastanawiałam się jaki mają związek te opowiadania ze sobą. Głęboko szukałam jakiejś puenty, która gdzieś się zgubiła między tymi krótkimi formami... Odkładałam książkę i potem znowu do niej wracałam, by znowu głęboko szukać. Tak długo, że zmęczyłam się tym polowaniem za sensem. Nie żeby go nie było, ale spodziewałam się, że jakieś głębsze powiązanie powinno być. Czytanie tego zbioru opowiadań zaczęło być irytujące. Kiedy przestało? W momencie, gdy tylko przestałam szukać puenty wróciła przyjemność czytania.

Bardzo przyjemnie mi się czytało ten zbiór opowiadań. I to tyle. Bez szału.
ciąg dalszy...